Syria: trwa turecka ofensywa na Kurdów w Afrin

syria

Turecka interwencja w północno-zachodniej Syrii pod kryptonimem "Gałązka oliwna" przeciwko kurdyjskim bojówkom trwa już czwarty dzień. Obie strony wydają przeczące sobie komunikaty, wzajemnie oskarżając się o zbrodnie na cywilach lub terroryzm i chwaląc się sukcesami. Pewne jest, że turecka armia wkroczyła z ciężkim sprzętem na syryjską ziemię w kilku miejscach i posuwa się w kierunku centrum kurdyjskiego kantonu - ku miastu Afrin - a liczba ofiar rośnie.

Zgodnie z groźbami prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana turecka armia 20 stycznia rozpoczęła intensywny ostrzał terenów kontrolowanych przez kurdyjskie YPG. Za nimi podążyły naloty myśliwców oraz inwazja ciężkiego sprzętu. Tureckie czołgi i piechota wdarły się na teren kantonu w co najmniej 7 miejscach z trzech stron - od zachodu w miejscowościach Qushla, Qarmanluq, Umar Ushaghi, na przedmieściach Rajo i Ada Manli, od północy Marsawa, od zachodu na wzgórze Bersaya. Część wiosek przechodzi z rąk do rąk.

Źródła kurdyjskie podały informację o śmierci co najmniej 6 cywilów, w tym dziecka, gdy pociski tureckiego lotnictwa trafiły w fermę drobiu w wiosce Jelbara nieopodal Afrin. Inne doniesienia mówiły o pogrzebie 14 ofiar cywilnych. Same Powszechne Jednostki Ochrony (YPG) raportują, że w trakcie 4 dni oporu zlikwidowały 53 żołnierzy - zarówno tureckich, jak i wspieranych przez nich rebelianckich bojowników Wolnej Armii Syrii (FSA). Nie podają własnych strat, a w regionie co rusz odcinany jest dostęp do internetu.

Rzecznik tureckiej armii początkowo zapewniał, że ta nie odnotowała strat w ludziach, a doniesienia o śmierci cywilów są "czarną propagandą". Dziś przedstawiciele rządu i partii opozycyjnych brali udział w pierwszym pogrzebie. Oficjalnie mówi się o dwóch ofiarach wśród Turków.

Turecka interwencja ma odeprzeć zagrożenie i "zabezpieczyć integralność terytorialną Turcji i Syrii". Oficjalnie celem jest stworzenie pasa bezpieczeństwa o szerokości 30 km wzdłuż tureckiej granicy, a przede wszystkim likwidacja YPG, powiązanej z Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Rząd zapewnia, że działa zgodnie z prawem międzynarodowym, pozwalającym na interwencję w obronie nienaruszalności terytorialnej.

W tej sprawie Francja zwołała na dziś nadzwyczajne obrady Rady Bezpieczeństwa ONZ, której jest stałym członkiem. Tymczasowo na 2 lata zasiada w niej także od 1 stycznia Polska. Rozmowy odbyły się za zamkniętymi drzwiami i nie wydano oświadczenia potępiającego Turcję - ograniczono się do apelów o deeskalację napięć.

Wydaje się oczywiste, że to Rosja zezwoliła Turcji na ingerencję w syryjską przestrzeń powietrzną i wycofała stacjonujących w Afrinie żołnierzy. Tym samym Turcja uzyskała zielone światło do interwencji, stąd Rosja nie powinna jej potępić na arenie międzynarodowej.

Stany Zjednoczone, współpracujące z YPG w północno-wschodniej Syrii, konsekwentnie wzywają Turcję do zaprzestania działań, ograniczając się jednak do dyplomacji. Po początkowych planach tworzenia 30-tysięcznej armii stabilizującej na terenach kurdyjskich, po protestach Turcji USA odcięły się od powiązań z YPG w Afrin. To jednak tylko zachęciło Turcję do interwencji, a rzeczone plany militarne były jej głównym pretekstem.

Od początku wojny w 2011 r. kanton Afrin pozostawał jednym z najbezpieczniejszych regionów Syrii. Obecnie przebywa tam ponad 0,5 mln osób, w spora liczba uchodźców wewnętrznych z innych terenów kraju, skąd często uciekli przez armią rządową. Afrin jest kantonem odseparowanym od reszty terenów pod kurdyjską kontrolą, stąd jego wsparcie jest mocno utrudnione.

Opublikowane: Styczeń 23rd, 2018 5:52 pm, ostatnia aktualizacja: Styczeń 23rd, 2018 at 5:58 pm